Requiem dla analogowego świata

Pożegnanie analogowego świata

„Requiem dla analogowego świata” to książka, która mnie totalnie rozłożyła na łopatki. Jestem nią zachwycona i będę tu piała jak kogut o poranku, bo dawno już nie czytałam takiej historii, po której miałabym totalnego kaca książkowego. Czytając czułam się, tak jakbym wsiadła do wehikułu i przeniosła się w czasie na ten trzepak pod blokiem, na którym wisiałam całymi popołudniami po szkole.

Tak jestem jednym z tych szczęśliwców, których dzieciństwo przypada na ten szalony okres lat 90. Kiedy zabawy trzeba było wymyślać, a do znajomych z podwórka i szkoły dzwoniło się na telefony stacjonarne (takie z kablem).

„Requiem dla analogowego świata” – fabuła

Akcja książki ma miejsce głównie na kutnowskim podwórku, ale razem z bohaterami przemierzamy także pobliskie miejskie atrakcje (garaże, dachy sklepów, klatki schodowe). Bohaterami są chłopaki z osiedla. Oczywiście chodzą razem do szkoły. Jest ich czterech. Poznajemy tylko ich ksywki, bo inaczej się do siebie nie zwracają. Tylko rodzice mówią do nich po imieniu. Chudy, Kuki, Wojtala i Berlin są nierozłączni i razem przeżywają najlepsze przygody (na miarę swoich możliwości). Bezsprzecznie nastolatki wkraczające w ten najgorszy dla rodziców okres nieustannej głupoty, eksperymentów i zachowań, których nie da się w żaden logiczny sposób wytłumaczyć. Nie siedzą z tabletami i komórkami w domu zamknięci w swoich pokojach. Przede wszystkim biegają po uklepanym boisku z prowizorycznymi bramkami, grając w gałę i tam rozpoczynają lub rozwiązują swoje konflikty. Nie mają internetu, który mógłby pochłonąć ich bez reszty. Całe wakacje spędzają w domu, gdyż zapracowani rodzice i tak nie mogą pozwolić sobie na wczasy.

Klimat lat 90.

Autor odtworzył klimat lat 90. z najmniejszymi szczegółami. Jest on zdecydowanie czymś więcej niż tylko tłem wydarzeń. To właściwie jeden z główniejszych faktorów dla, którego warto sięgnąć po książkę Opis jest na tyle autentyczny, że ciągle przed oczami miałam widok mojego radomskiego podwórka. Kto mieszkał w blokach jako dziecko wie, jak potrafi wiać nudą i jak głupie pomysły przychodzą wtedy do głowy. Niebezpieczeństwa czyhają wszędzie wystarczy bezsensowna kłótnia lub zapuszczenie się w nieodpowiednie rejony. Na osiedlu rządzi prawo dżungli, co oznacza, że silniejszy wygrywa. Trzeba wiele szczęścia i sprytu, aby przeżyć tę nierówną walkę. Zwłaszcza jeżeli nie masz pleców u starszych przedstawicieli gatunku.

W grupie głupie pomysły łatwo przychodzą, a ten kto nie chce się podjąć realizacji jest po prostu cieniasem. Dlatego chłopaki piją alkohol, palą papierosy, przeżywają wakacyjne miłości. W domach znajdują bezpieczny azyl przed dzikim podwórkowym życiem. Czasem jest na odwrót i uciekają z domów od alkoholowych problemów, małżeńskich kłótni rodziców i rozwodów. Coraz bardziej oddalają się od rodziców i zaczynają podważać ich autorytety.

Książka „Requiem dla analogowego świata” kipi sentymentem. Do tych czasów kiedy ulubione piosenki przegrywało się na kasety. Teksty z kolei trzeba było tłumaczyć ze słownikiem w ręku. Wszystko było powolne i w słabszej jakości, ale jakoś lepsze. Ten sam album ulubionego zespołu przesłuchany kilkanaście razy z rzędu. Wchłonięty i zapamiętany. Nawet pojedyncze piosenki trwały dłużej. Te wszystkie detale zostały ujęte w życiu bohaterów, którzy w ten ograniczony sposób odkrywali muzykę zagraniczną i przeżywali swoje wewnętrzne bunty.  Autor odkrywa przed nami uniwersalny kod tamtego okresu. I chociaż tak wiele się zmieniło, a życie teraz jest wygodniejsze to dopiero na przestrzeni lat widać jaki skok technologiczny zrobiliśmy i jak bardzo to wpłynęło na naszą rzeczywistość.

„Requiem dla analogowego świata” – styl

Książka została tak napisana, że slajdy same przesuwają się przed oczami. Tak jakbyśmy oglądali papierowe zdjęcia robione analogowym aparatem. Proste a jednak ujmujące opisy rozgrzanych betonowych bloków, wypraw rowerowych w okolice torów, bezcelowego bujania się po łąkach. I wreszcie opisy i sama kreacja bohaterów, którzy są przedstawicielami każdego „rodzaju” dzieciaka, którego można było spotkać na podwórku. Dla pełniejszego obrazu krótki cytat:

Kuki. Mój przyjaciel z boiska i klasowy współtowarzysz niedoli, który odpuścił za bardzo, który na zastępstwie z naszą panią od angielskiego wołał „aj gat de pała”, wskazując na swoje krocze, który wyjął wybebeszoną żabę z formaliny, powodując panikę u dziewcząt i obrzydzenie wśród chłopców, który zainspirowany grą Michaela Jordana, postanowił zrobić wsad, wybijając się z ławki i zwisając krótko na żyrandolu pod sufitem, dopóki nie runął razem z nim i nie wylądował miękko głową na kolanach Justyny, w której się sekretnie podkochiwał (…) 

Podsumowanie

Książkę przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy, Przypominałam sobie wszystkie wydarzenia, zespoły muzyczne, sportowców i inne kultowe postacie lat 90. Książka sprawiła mi wiele przyjemności. Wzbudziła we mnie wspomnienia, które drzemały już dawno uśpione w odmętach czasu i dorosłości. To także ciekawa historia o dorastaniu w czasach, które są już dawno za nami, ale miały swój niepowtarzalny, analogowy klimat.

Tytuł: Requiem dla analogowego świata

Autor: Rafał Cichowski

1 Komentarz

  1. Michal 3 września 2019 o 09:04

    Mam w planach przeczytac te ksiazke. Tez spedzilem dziecinstwo pod blokiem. Fabula jet mi bardzo bliska 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *